Kontakt

Kontakt

niedziela, 24 kwietnia 2016

Jest taka choroba...

ewazet4@gmail.com

z którą przyszło nam się zmierzyć. Kiedy Anna opowiedziała mi o swoich dolegliwościach nie było optymistycznie. Żal, współczucie, lęk...ale nie wolno poddawać się.




Ania - młoda kobieta, mężatka i przeurocza córeczka. Leczy się ( naświetlenia) od kilku lat. Nowotwór. Po każdej wizycie w klinice ma zakaz kontaktu z dzieckiem przez kilkadziesiąt godzin. Promieniuje. Można tak zyć? Jeśli trwa to latami, człowiek przyzwyczaja się i "jakoś" wegetuje. Ale Ania miała świadomość, że ta wegetacja udziela się dziecku, mężowi, że rzutuje na pracę i każdy dzień w pracy. Że każdego dnia, każdej minuty siedzi w człowieku ta pasludna myśl "mam..." , co będzie jutro, jakie to jutro będzie...



Przy okazji którejś z kolei prezentacji gdzieś w Polsce, Ania trafiła do mnie. Zadzwoniła, opowiedziała, była gotowa na pomoc.
Miałam świadomość, że na wstępie nie mam kontaktu z Anią, a z chemią, którą wypełniony jest cały jej organizm, każda komórka. Do tego - mimo najszczerszych chęci pacjenta - fatalne rozkojarzenie, które nie pozwala odpowiedzieć na proste pytanie. Było trudno. Ania błądziła, popełniała dziwne błędy ( nie ta recepta, nie ta podpowiadająca kartka, roztargnienie, brak znajomości siebie...).
Tak zachowują się osoby zaatakowane przez candidę.
Robiłyśmy wszystko po kilka razy. Nie wolno w takiej sytuacji popełnić najmniejszego błędu.
Stały kontakt telefoniczny, każdego dnia, kilka razy dziennie.
Codzienna spowiedź co jeść, jak przygotować, jak oczyścić...



Udało się! Ania jest szczęśliwsza, uśmiecha się, dużo rozmawia, nauczyłą się "nie myśleć", nie denerwować, nie roztrząsać.
Ale to nie był koniec. Pewniego dnia zadzwoniła z informacją, że jest nowa dolegliwość. SWĘDZI!!!!  Swedzi tak bardzo, że nie można nosić bielizny, nie można spać, chce sie krzyczeć. Była u ginekologa. Diagnoza straszna dla młodej kobiety. Lizaj twardzinowy. Nieuleczalna forma rakowa, charakterystyczna dla kobiet w okresie menopauzy. Jedyny ratunek MAŚĆ STERYDOWA, które nie leczy, ale usuwa swędzenie, które nie pozwala normalnie żyć.
Walczymy dalej! Moja terapi to czas 17 dni, później następuje oczyszczenie wyrzycając z organizmu wszystko co truje, zabija, osłabia, rujnuje organizm.
Gdzie to "coś" ujawni się, to juz sprawa indywidualna. Każdy człowiek , to inny cud natury. Nie ma dwóch takich samych diet, takiego samego schemtu postępowania. To, co pojawiło się u Ani, to następny rzut najstraznijszej choroby...albo bardziej - jego koniec.


Za sterydy Ania podziekowała lekarzowi. To nie leczenie, to uśmierzanie swędzącego bólu, a ona ma dopiero trzydzieścikilka lat. Chce żyć. Działamy dalej:-). Ania nie wypuszcza z ręki kartki z planem każego dnia, każdego menu, dzwoni, pyta i ciężko pracujemy.
Po trzech miasiącach padło sakramentalne -  WSZYSKO JEST W PORZĄDKU!!!!! Pani Ewo , cofnęło się, nie ma nawrotów, nie swedzi, nie ma liszaja, JEST SZCZĘŚCIE!!!!!!!!!!!!!



W mojej bardzo długiej praktyce zarzaja się czasami cuda. Inaczej tego nazwać nie potrafię. Wierzę, że jeśli ja daję z siebie całą wiedzę i to "coś" jeszcze czego do końca nie potrafimy wyjaśnić jako ludzie i jeśli osoba , która szuka i prosi o pomoc działa tak, jak polecam, nie może nie być sukcesu:-).


Który to już raz zaczęliśmy nowe życie...:-)

Etiologia liszaja twardzinowego nie jest do końca znana. Naukowcy sugerują udział kilku czynników, które opisano poniżej, w procesie powstawania i rozwoju lichensclerosus. Pierwszym z nich jest infekcja krętkami. W przebiegu boreliozy występują zmiany skórne, które wykazują pewne podobieństwo do liszaja twardzinowego. Prace naukowe również wykazały powiązania między liszajem a infekcją krętkami, choć związek ten nie jest do końca sprecyzowany i rzetelnie opisany.
Drugim czynnikiem, istotnym dla etiologii lichensclerosus, jest reakcja autoimmunologiczna. Organizm potrafi czasem produkować przeciwciała, które są skierowane przeciwko składnikom ludzkich tkanek. Postulowany jest również udział zaburzeń hormonalnych, szczególnie spadek stężeń estrogenów u kobiet w wieku starczym.

Testy ajurwedy dla pacjenta: ewazet4@gmail.com

2 komentarze:

  1. Historia z happy endem, o by więcej, było takich historii. Oby więcej, było historii, które kończą się szczęśliwie :) gratuluję bloga i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Malgosiu:-). A jaka satysfakcja obu stron i nieopisana radość! Pozdrawiam Cię serdecznie, mam nadzieję, że u Ciebie też pięknie:-)

    OdpowiedzUsuń

ewazet4@gmail.com